W moim otoczeniu statystycznie to mężczyźni częściej umierają tuż po partnerce. Kobieta jest w stanie jeszcze przez 10, 15 lat bawić wnuki, podejmować dzieci na niedzielnych obiadach. A mężczyzna bez żony po prostu gaśnie. To uzasadnione. Kobiety mają większą zdolność przystosowawczą. Ks. Jan Wojciechowski jest kapłanem od 10 lat, a od sierpnia 2018 r. posługuje w kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Współprowadzi kursy przygotowujące do zawarcia sakramentu małżeństwa, tzw. „Wieczory dla Zakochanych” oraz uczestniczy w formacji w stowarzyszeniu Spotkania Małżeńskie. – Małżeństwo to piękny stan. Zdrada może pojawić się w każdym związku. Panuje pogląd, że kryzys w małżeństwie najczęściej pojawia się po około siedmiu latach, kiedy motylki w brzuchu znikają, a do związku wkrada się rutyna i nuda. Teraz naukowcy udowodnili, że w tym przekonaniu kryje się sporo prawdy. Nowemu otwarciu w małżeństwie może sprzyjać terapia (własna lub małżeńska), warsztaty, wyjazd na dialogi. Czasem niewiele potrzeba, by możliwa była zmiana perspektywy. Zawsze można zacząć budować bliskość na nowo, przywracając relacji warunki konieczne nie tylko do jej trwania, ale i rozwoju. Tworzeniu dojrzałej więzi pomaga Kryzys stanowi jednak prawie zawsze zagrożenie dla związku, wpływa na małżeństwo. Towarzyszące mu negatywne emocje mogą powodować duże cierpienia, psychiczny dyskomfort, który utrudnia codzienne funkcjonowanie i negatywnie odbija się na dzieciach, o ile małżeństwo je posiada. Zwykle występują problemy we wzajemnej komunikacji Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel oświadczyli ostatnio na swoich instagramowych profilach, że rozstają się po 17 latach związku. Podziękowali sobie za wspólnie spędzone lata i jednocześnie poprosili o uszanowanie ich prywatności ze względu na dwoje dzieci, które razem wychowują. Nie mają również zamiaru w jakikolwiek dodatkowy nEd8sl. Czy dla dziecka rzeczywiście lepiej będzie jeśli się rozwiedziecie? Tak twierdzi psycholog i autorka szerokich badań na temat rozwodów, która zanim je wykonała była… zwolenniczką rozwodów. Po wnikliwym przyjrzeniu się tematowi, zmieniła zdanie. Twierdzi, że to bardzo źle, że wystarczy kryzys w małżeństwie i już się rozstajemy, choć często ranimy w tym wszystkim dzieci. Bardziej niż nam się wydaje... Czy nie traktujemy zalecenia „lepiej się rozejść, bo dzieci cierpią przez kłótnie rodziców” trochę… na wyrost? Zgodnie ze statystykami, w 2021 roku rozwiodło się o 14% więcej par niż w 2020. Co robić w wypadku kryzysu w małżeństwie? Jeszcze kilka lat temu wiele osób sądziło, że rozwód rodziców jest jednym z najbardziej traumatycznych dla dziecka wydarzeń. Czasem nawet problemy tak poważne, jak zdrada, nie przekonywały partnerów do rozstania właśnie z uwagi na szeroko rozumiane dobro dzieci. Dzisiaj coraz częściej „idziemy” w inną stronę, twierdząc, że to właśnie rozwód jest dla dziecka mniejszym złem. Tłumaczymy, że przecież dziecko widzi konflikty, przeżywa je, cierpi. Więc gdy pojawia się kryzys w małżeństwie – lepiej się rozejść. Czy jednak odrobinę nie dorabiamy sobie idei do własnych planów? Przeczytaj: Kryzys w związku: jak przetrwać ciężkie chwile? Spis treściKryzys w małżeństwie: dla dobra dziecka lepiej się rozwieść?Mity o rozwodzie i ich wpływie na dzieciJak rozwód wpływa na dzieci?Zostać wbrew sobie, mimo wszystko? Rozwód a podział opieki nad dziećmi Kryzys w małżeństwie: dla dobra dziecka lepiej się rozwieść? „Rozwód jest najgorszą krzywdą, jaką możecie wyrządzić swojemu dziecku” - to słowa, które padły z ust Judith S. Wallerstein, kiedy zdecydowała się ona opublikować wyniki swoich badań w książce „The Unexpected Legacy of Divorce: The 25 Year Landmark Study”. Autorka książki przed zakończeniem swoich badań była… zwolenniczką rozwodów. Podobnie, jak wiele innych osób uważała, że bycie ze sobą nieco na siłę, gdy pojawiają się częste kryzysy w małżeństwie, jest dla dziecka czymś gorszym, niż fakt rozejścia się rodziców. Po publikacji diametralnie zmieniła zdanie, powołując się na szokujące wyniki swoich badań. Dowiedz się: Jak rozmawiać z dzieckiem o rozwodzie? Okazuje się, że dzieci rozwodników funkcjonują gorzej niemal w każdej dziedzinie życia. Począwszy od radzenia sobie ze stresem, poprzez wyniki w szkole i później – w pracy, a także pewność siebie czy nawiązywanie relacji międzyludzkich, w końcu po własne związki. Jak dokładnie uzasadnia swoje wyniki autorka książki? Można to wyjaśnić, obalając jednocześnie dwa popularne mity na temat wpływu rozwodu na życie dzieci. Mity o rozwodzie i ich wpływie na dzieci Pierwsza teoria, w którą chętnie wierzymy, to ta, iż szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko. Innymi słowy – jeśli ulgę czuje mama, to i jej kilkuletni synek też powinien ją czuć. Niestety, okazuje się inaczej – rozwód to dopiero początek nieszczęśliwego życia dziecka. Potencjalny „lepszy etap”, gdy rodzic znajduje sobie nowego partnera, jest dla malca początkiem kolejnych stresów. Drugi mit dotyczy tego, iż dzieci cierpią najbardziej w „najgorętszym” etapie rozwodu. To mylne przekonanie, które generalizuje reakcje dzieci z reakcjami dorosłych. Dla dzieci całe późniejsze życie jest już tym „gorszym”, często wiąże się z usilnymi, wiecznymi nadziejami (trwającymi do dorosłości), że rodzice jednak do siebie wrócą. Czytaj: Nadopiekuńczość powodem do zdrad? Mężczyźni zdradzają, bo kobiety poświęcają uwagę dzieciom >> Jak rozwód wpływa na dzieci? Warto też przytoczyć wnioski z szeregu innych badań, które wyjaśniają wpływ rozwodu na dzieci. Jak bardzo cierpią maluchy rozwiedzionych rodziców? Dzieci rozwodników rosną w poczuciu winy, często nawet wyjaśnienia rodziców nie są w stanie całkowicie wyeliminować tego uczucia Mają więcej problemów z nauką Częściej diagnozuje się u nich depresję Nie rozumieją rozwodu rodziców jako „drugiej szansy”, ale stanowi on dla nich ich własny „koniec świata” Prawie zawsze mają poczucie odrzucenia Cierpią z powodu mniejszej częstotliwości kontaktów z drugim rodzicem. Nawet, jeżeli kontakt ten jest lepszy jakościowo (tata bardziej skupia się na dziecku, gdy widzi je cztery godziny tygodniowo), to dla dziecko jest to opcja gorsza, niż kiedy tata po prostu jest obok na co dzień (nawet, jeśli drzemie czy ogląda telewizję, a nie bawi się z malcem). Sprawdź: Tata biologiczny a nowy partner mamy. Jak wytłumaczyć dziecku nową sytuację? Zostać wbrew sobie, mimo wszystko? Oczywiście, może tutaj pojawić się pytanie: „czy w takim razie należy pozostać w nieudanym związku nawet, jeśli on pije/bije/zdradza, a cała rodzina cierpi?”. Tutaj znów mamy jednak do czynienia z uogólnieniem. W 2010 roku powodem zdecydowanej większości rozwodów (45 proc.) była „niezgodność charakterów”, kolejny jest alkoholizm (21 proc.), a dopiero potem pojawia się zdrada (17 proc.). Nawet zakładając, że w tej większości nie każdy mówił prawdę i powody rozwodów były poważniejsze, to jednak nadal trzeba uznać, że rozwodzimy się raczej ze stosunkowo błahych powodów – częste kłótnie, nieporozumienia, „wypalenie się” namiętności. I tutaj należy się już zastanowić, czy rzeczywiście nie krzywdzimy dziecka. Sprawdź: Czy bycie razem dla dobra dziecka ma sens? Co zatem robić? Zdaniem specjalistów – nie podejmować decyzji tak pochopnie. Korzystać z różnych form wsparcia, pomocy psychologicznej, terapii. Szukać kompromisów i sposobów na ratowanie małżeństwa, zamiast zasłaniać się „dobrem dziecka, które nasłucha się kłótni”. Nie wszystko bowiem jest takie, jakie nam się wydaje. O nas Zespół Dla kogo Usługi Cennik Kontakt Blog Tag: kryzys małżeński po 10 latach Kryzys w małżeństwie – Jak go przetrwać? Autor: Kamila Jakubowska Kryzys małżeński zaczyna pojawiać się wtedy gdy partnerzy oddalają się od siebie psychicznie i fizycznie, pojawia się [...] Czytaj więcej Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-07-11 11:05:22 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Temat: Kryzys w małżeństwie... Witam na forum , jestem tu nowa, wiem że pewnie takich wątków juz było wiele, czytałam ale dalej nie wiem co robic. Jesteśmy juz małżeństwem 5 lat za miesiąc kolejna rocznica, a ja już mam tak dosyć tego małżeństwa. Nie wiem po co ono dalej istnieje ;/, chyba tylko na pokaz bo oczywiści mój mąż jest uważany za super wesołego, miłego i pogodnego faceta udaje takiego przed wszystkimi ale niestety dla mnie jest inny. Zdarzyło sie że podniósł na mnie rękę, a w poniedziałek strasznie mnie zwyzywał od głupich k***ew. Wybiło mnie to z rytmu na caly dzień, nie mogłam się pozbierać, nie mogę dalej zrozumieć ze tak mało dla niego znaczę. Kazałam mu się wyprowadzić ale i tak wiem ze tego nie zrobi. Nie odzywam sie do niego, unikam go ale jestem z tym wszystkim sama, nie powiedzialam nikomu bo mi wstyd. Najgorsze jest to ze sama mam problemy ze sobą, poczcie niskiej wartości, bezradność. Nie wiem co robić bo razem pracujemy, prowadzimy razem firmę, i musze do widywać prawie cały czas bo i w pracy i w domu. Nawet chciałam odejść z pracy ale nie dam rady teraz znaleźć sobie pracy, jestem za słaba. W naszym małżeństwie już od dłuższego czasu się źle dzieje, tzn nic się nie dzieje tylko monotonia i rutyna, zero sexu, zero zainteresowania sobą nawzajem. Ja mówiłam mu ze nie chce tak żyć taka monotonia mnie zabija. Moj mąż chciał iść do psychologa, bo skoro nam sie nie układa to może nam ktoś pomoże, ale nie wiem czy to ma sens bo ja nie wiem czy teraz po poniedziałkowym incydencie da się cokolwiek naprawić gdzie nawet mnie nie przeprosił za te wyzwiska. Dodam że nie mamy dzieci ja mam 28 lat a mój mąż 31. Teraz wiem ze to małżeństwo i wszystko było za szybko, za wcześnie, ale niestety jest już za późno i czasu nie da się cofnąć. Nie wiem czy ktoś to przeczyta ale jeżeli tak to dziękuję za poświęcony czas i prosze o jakąś radę jeżeli w tak beznadziejnej sprawie da się coś poradzić...pozdrawiam 2 Odpowiedź przez Kalita 2013-07-11 15:26:19 Kalita Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-27 Posty: 19 Wiek: 30+ Odp: Kryzys w małżeństwie... Zazwyczaj mężowie nie chcą słyszeć o psychologu, a Twój z tego co piszesz sam chciał do niego iść. Czyli On che ratować Wasze relacje. To dobry znak. To jakieś wyjście z całej sytuacji. Nie musicie oboje iść od razu. Możesz poszukać jakiegoś dobrego psychologa w waszym mieście i umówić się na rozmowę, na pierwsze spotkanie możesz iść sama, porozmawiać z czym macie problem co i jak, a na drugie spotkanie wybrać się z mężem. A tak w ogóle to czy kiedykolwiek usiedliście razem przy stole i kawie i porozmawialiście co wam leży na sercu - jednej i drugie stronie? Dlaczego przestaliście zabiegać o siebie? Monotonia? -Może powinniście wybrać się gdzieś razem, odetchnąć od pracy? Zadaliście sobie wprost pytanie co takiego Tobie/Jemu nie podoba się w Nim/Tobie? Może jednak nie powinniście pracować razem? 3 Odpowiedź przez mon9 2013-07-11 15:47:23 mon9 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-23 Posty: 79 Odp: Kryzys w małżeństwie...Zgubiliście się po prostu, ale nigdy nie mów, że masz już dość tego małżeństwa. Ja zawsze będę uważała i wszystkim radziła,że można i trzeba naprawiać małżeńskie relacje. Przypomnij sobie za co kochałaś i podziwiałaś tego mężczyznę, chociaż może teraz nie jest taki sam. Przede wszystkim trzeba porozmawiać na spokojnie i bardzo szczerze, może Twój mąż ma jakiś problem w Waszych relacjach- może czuł się niedoceniony albo niespełniony w życiu. Czy masz jakąś pasję albo coś co robisz poza domem? Bo z tego co napisałaś to chyba ciągle spędzacie czas razem, a niektórym mężczyznom to nie odpowiada. A jak wyglądały Wasze relacje kiedyś? Jaki był kiedyś Twój mąż w stosunku do Ciebie? 4 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-11 20:03:58 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie... Kalita napisał/a:Zazwyczaj mężowie nie chcą słyszeć o psychologu, a Twój z tego co piszesz sam chciał do niego iść. Czyli On che ratować Wasze relacje. To dobry znak. To jakieś wyjście z całej sytuacji. Nie musicie oboje iść od razu. Możesz poszukać jakiegoś dobrego psychologa w waszym mieście i umówić się na rozmowę, na pierwsze spotkanie możesz iść sama, porozmawiać z czym macie problem co i jak, a na drugie spotkanie wybrać się z mężem. A tak w ogóle to czy kiedykolwiek usiedliście razem przy stole i kawie i porozmawialiście co wam leży na sercu - jednej i drugie stronie? Dlaczego przestaliście zabiegać o siebie? Monotonia? -Może powinniście wybrać się gdzieś razem, odetchnąć od pracy? Zadaliście sobie wprost pytanie co takiego Tobie/Jemu nie podoba się w Nim/Tobie? Może jednak nie powinniście pracować razem?Masz racje to dobry znak, że moj mąż chce ratować związek tylko że niech on sam sobie najpierw idzie do psychologa skonsultować sie jak może nam pomóc, jak ja mu to mówię to juz nie jest taki chętny;/ a ja pierwsza nie pójdę bo wiem ze potem będzie mnie wyzywał od wariatek. Wiem to dlatego że rok po ślubie przeszłam dosyć ciężką depresję i załamanie nerwowe, nie miałam pracy, siedziałam w domu był czas kiedy nawet nie wstałam z łóżka, nie miałam siły na nic i tylko ta bezsilność i niemoc jeżeli ktoś tego nie przeżył nie zrozumie tego. To, że teraz jakoś funkcjonuję, wstaję z łóżka, idę do pracy to cud. To wszystko zawdzięczam tylko mojemu psu, którego dostałam na urodziny od męża. Można powiedzieć ze mój pies mnie uratował, bo zaczęłam wychodzić z domu, nie zatraciłam sie całkowicie i tylko przy nim czuje sie dobrze. Wiem, że sytuacja jaka zaistaniała mniędzy nami to nie tylko wina mojego męża ale też i moja. Żona, która siedzi w domu, nie skończyła studiów, tylko siedzi i płacze to chyba nie ma nic gorszego. Przed ślubem było inaczej staraliśmy sie dla siebie, wyjeżdżaliśmy na wycieczki, ale zawsze wszystko było podporządkowane pod mojego męża, on był dla mnie najważniejszy a ja się nie liczyłam, nawet dla samej siebie. Próbowałam z nim rozmawiac tak szczerze o nas ale oczywiście ja to wymyslam, wszystko komplikuje, czepiam się itd itd. Więc przestałam. Przestałam go całować, kochać się z nim, przytulać .... i wtedy powiedział ze mu tedo brakuje tylko ze teraz to ja już nie mam ochoty...Nie wiem co będzie, chciałam zeby w ubiegłym tygodniu pojechał do rodziców bo mieszkają w innym mieście, chciałam najzwyczajniej w świecie od niego odpocząć no to pojechał rano i wieczorem wrócił. No to sobie odpoczęłam ;/ Najgorsze jest to że nie mam nikogo z kim moge porozmawia, nie mam koleżanek, przyjaciół, nikogo bo zawsze najważniejszy był mój mąż i wszystko dla niego poświęciłam , a teraz on mi się tak odwdzięcza ((( 5 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-11 20:16:44 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie... mon9 napisał/a:Zgubiliście się po prostu, ale nigdy nie mów, że masz już dość tego małżeństwa. Ja zawsze będę uważała i wszystkim radziła,że można i trzeba naprawiać małżeńskie relacje. Przypomnij sobie za co kochałaś i podziwiałaś tego mężczyznę, chociaż może teraz nie jest taki sam. Przede wszystkim trzeba porozmawiać na spokojnie i bardzo szczerze, może Twój mąż ma jakiś problem w Waszych relacjach- może czuł się niedoceniony albo niespełniony w życiu. Czy masz jakąś pasję albo coś co robisz poza domem? Bo z tego co napisałaś to chyba ciągle spędzacie czas razem, a niektórym mężczyznom to nie odpowiada. A jak wyglądały Wasze relacje kiedyś? Jaki był kiedyś Twój mąż w stosunku do Ciebie?Nasze relację wyglądały bardzo dobrze. Kiedyś byliśmy bardzo zakochani w sobie. Snuliśmy wiele planów, ale niestety przyszła rzeczywistość, moje załamanie nerwowe, brak kasy i wszystko się posypało. No teraz to już nawet nie mamy o czym rozmawiać, tylko praca i praca ewentualnie o psie bo oboje bardzo go kochamy. Najbardziej na świecie chciałabym pracować osobno, ale nie ma teraz na to szans, nie znajdę pracy, nie skończyłam studiów, a nie chce pracowac na kasie w biedronce;/ bo to bardzo ciężka praca. Raczej nie mam żadnej pasji no oprócz mojego psa, on jest całym moim szczęściem i tylko dla niego żyję. Wiem ze to głupio brzmi ale niestety tak jest . W zyciu przejechałam sie na wielu ludziach włącznie z moim mężem i nie ufam nikomu. Dzieci raczej też nie chcę mieć bo jak pomyślę sobie że będę musiała siedzieć w domu bo przyjdą złe wspomnienia i depresja kwiaty, skończyłam kurs florystyczny ale nie wiem co bym miała z tym zrobić. Brakuje mi odwagi w zrobieniu czegokolwiek, pójściu gdziekolwiek gdzie są ludzie, nawet boję się jeździć samochodem, sama nigdy nie jeździłam. Nie mam wsparcia w nikim, tylko zawsze sama krytyka. 6 Odpowiedź przez mon9 2013-07-11 21:14:27 mon9 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-23 Posty: 79 Odp: Kryzys w małżeństwie...Hmm to może zaproponuj swojemu mężowi wycieczkę albo inną wspólną aktywność, tak jak kiedyś- to nie musi być daleka wycieczka, wystarczy znaleźć coś niedaleko miejsca, w którym zdaniem Twój mąż chyba nie potrafi Tobie pomóc i męczy go ta cała sytuacja, Twoje samopoczucie. Na pewno chcialby, żebyś była szczęśliwa i pewna siebie. Bliska osoba oczywiście powinna Ci w tym pomagać i nieustannie wspierać, ale jeśli nie potrafi i ta cała sytuacja trwa długo to nie dziwię się, że wysiada psychicznie i puszczają mu świadomość, że nie daje Ci szczęścia, a nie każdy potrafi wspierać. Pomyśl o pomocy psychologa dla siebie, bo nie widzę innego wyjścia. Zacznij żyć i cieszyć się tym zyciem, można się tego nauczyć, coś zmienić. Przede wszystkim szczęście składa się z małych rzeczy i trzeba nauczyć się ich że czujesz się słaba, ale zrób pierwszy krok- idź do psychologa. Szkoda życia! Uwierz,że nawet siedząc w domu można być szczęśliwym Też miałam depresję 3 lata temu (nawet próby samobojcze) i z trudem wróciłam do życia. Gdybyś potrzebowała wsparcia albo wygadania napisz do mnie 7 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-11 22:15:00 Ostatnio edytowany przez lusia802 (2013-07-11 22:18:00) lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie... mon9 napisał/a:Hmm to może zaproponuj swojemu mężowi wycieczkę albo inną wspólną aktywność, tak jak kiedyś- to nie musi być daleka wycieczka, wystarczy znaleźć coś niedaleko miejsca, w którym zdaniem Twój mąż chyba nie potrafi Tobie pomóc i męczy go ta cała sytuacja, Twoje samopoczucie. Na pewno chcialby, żebyś była szczęśliwa i pewna siebie. Bliska osoba oczywiście powinna Ci w tym pomagać i nieustannie wspierać, ale jeśli nie potrafi i ta cała sytuacja trwa długo to nie dziwię się, że wysiada psychicznie i puszczają mu świadomość, że nie daje Ci szczęścia, a nie każdy potrafi wspierać. Pomyśl o pomocy psychologa dla siebie, bo nie widzę innego wyjścia. Zacznij żyć i cieszyć się tym zyciem, można się tego nauczyć, coś zmienić. Przede wszystkim szczęście składa się z małych rzeczy i trzeba nauczyć się ich że czujesz się słaba, ale zrób pierwszy krok- idź do psychologa. Szkoda życia! Uwierz,że nawet siedząc w domu można być szczęśliwym Też miałam depresję 3 lata temu (nawet próby samobojcze) i z trudem wróciłam do życia. Gdybyś potrzebowała wsparcia albo wygadania napisz do mnie Dziękuję mon9 że odpisałaś. I bardzo dziękuję za ciepłe słowa, we wszystkim co napisałaś jest racja. Powinnam porozmawiać z kimś, ale nie mam dam rady. Nie umiem tak w cztery oczy opowiadać o sobie komuś obcemu, mowic o swoich problemach i wogole...Masz rację z moim mężem, on nie umie mi pomóc, zawsze jak prosiłam go o pomoc to mówił ze nie potrafi mi pomóc, ale tez nigdy nie próbował. Najłatwiej przecież powiedzieć "Nie potrafię ci pomóc", i problem z głowy, radź sobie sama. Wiem też, że ta cała sytuacja może go przytłaczać, ale nawet w takiej sytuacji nie ma prawa mnie wyzywać i podnosić na mnie ręki! Do tego nawet od poniedziałku jeszcze mnie nie przeprosił, a teraz pojechał sobie z kolega na gokarty a ja siedzę w domu. Czemu to musi byc wszystko takie skomplikowane?Nie wiem, nie chce mi się z nim nigdzie wyjeżdzać, on nie wykazuje żadnej inicjatywy to ja na pewno pierwsza nic nie zaproponuję. Dziękuję za radyPs jak poradziłaś sobie z depresją, miałaś wsparcie rodziny, przyjaciół? Czym sie zajmujesz i jakie masz pasje ze dajesz radę i jeszcze pocieszasz innych? Co ci daje energię i chęci do życia? 8 Odpowiedź przez krokodyl666 2013-07-11 22:37:35 krokodyl666 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-25 Posty: 1,018 Odp: Kryzys w małżeństwie...Ja bym się zgodziła na tego psychologa, jak jest tak beznadziejnie to może ktoś kto ma spojrzenie z zewnątrz Wam pomoże. 9 Odpowiedź przez Tango dla dwojga 2013-07-12 04:17:34 Tango dla dwojga Net-facet Nieaktywny Zawód: wolny Zarejestrowany: 2013-07-10 Posty: 21 Wiek: 36 Odp: Kryzys w małżeństwie... Lusiu,ja po 15 latach znajomości i 8 małżeństwa dopiero zrozumiałem, że kocham swoją żonę. Dobre, prawda?Ale...chcę napisać Ci, byś nie traciła wiary, bo skoro nam się udało (a w międzyczasie Ona też kogoś sobie znalazła i mimo wszystko udało się chyba - piszę chyba, bo wciąż to odbudowujemy) to - jeśli tylko oboje będziecie tego chcieli, to na pewno dacie radę...I...naprawdę polecam boisz się w cztery oczy, spróbuj najpierw przez...Skype'a. Tak, wiem jak to brzmi - jeszcze bardziej pokręcone, ale w Skypie możesz nawet wyłączyć obraz i tylko uwierz mi - potrzebujesz takiej rozmowy. Już nawet nie tylko dla ratowania związku, ale i siebie (może nawet przede wszystkim dla siebie) Jeśli czujesz, że wpadasz w depresję, że obniżasz swoją samoocenę, a nie masz z kim pogadać, to naprawdę profesjonalista Ci pomoże(i...wybierz jakąś babkę na początek - w sieci sporo się ogłasza poradni on-line, kobieta lepiej zrozumie kobietę)***Wracając zaś do samego związku. Widzisz, piszesz że wszystko było za wcześnie, że obecnie już to coś nie istnieje, że on Cię uderzył, że praktycznie nic już Was nie mnie osobiście - jeśli facet uderzył kobietę (czy kogokolwiek w ogóle słabszego od siebie) to byłby na zawsze skreślony, ale...wiem, że nie ma czegoś takiego jak sytuacja bez wyjścia (bo może być nim np. rozwód przecież) ale też uważam, że powinniście najpierw chociaż spróbować (zwłaszcza, że on chce)Widzisz, wydaje mi się, że opisałaś raczej objawy niż przyczyny. Piszesz jak jest, ale nie piszesz jak do tego doszło. No bo przecież skoro macie tyle lat i 5 lat stażu, to chyba nie pobraliście się tylko dlatego, że w łóżku było Wam fajnie? Chyba było coś więcej, prawda? Więc zacznij może od zadania sobie pytań - co Was kiedyś łączyło / skłoniło do wzięcia ślubu oraz kiedy / dlaczego to przestało działać? Co się stało, że to paliwo które Was zaprowadziło na ślubny kobierzec się wypaliło?Druga sprawa - wydaje mi się, że jednak fatalnie na Was wpływa to, że jesteście ze sobą razem nie tylko w domu, ale i w pracy. 24/7. Ok, to jest fajne jak się ma 15 lat i myśli się cały czas o cyckach tej z ławki obok (wtedy wydaje się, że można z Nią być non-stop...i wybacz dosadność), ale w dorosłym życiu - zwłaszcza że nie macie dzieci, to jednak potrzeba czasem od siebie odpocząć. I...jest jeszcze jedna rzecz: nie bierz tego personalnie do siebie, ale...wina nigdy (!) nie leży tylko po jednej stronie. Nie, nie będę bronił faceta, który podniósł rękę na kobietę, ale spójrz może na całą sytuację jego był z Tobą, kiedy przeżywałaś załamanie nerwowe, dba (przynajmniej dbał) o Ciebie najlepiej chyba jak potrafił, skoro i chciał iść do psychologa i Cię nie zostawił i nie zdradza, mimo że jak piszesz między Wami już nic nie ma...a on wciąż z Tobą jest...Ok, ostatnio zaczęły mu puszczać nerwy, ale pomyśl - sama piszesz, że nic ze sobą nie robisz, że użalasz się nad sobą, nie podejmujesz żadnych działań, by coś naprawić już nie tylko między Wami, ale też by samemu poczuć się lepiej (a bez poprawy własnej samooceny - a z tego co czytam, Twoja jest bardzo, bardzo niska) nie sądzę, by było Wam łatwo coś odbudować...A na koniec - brutalnie, ale może potrzebujesz potrząśnięcia, by wziąć się w garść i w końcu coś zrobić ze sobą: Młody, przedsiębiorczy (własna firma) facet wziął ślub z młodą, śliczną dziewczyną, miał z Nią mnóstwo planów, a tu...Ona się tylko nad sobą użala, jaka to nieszczęśliwa, nie potrafi nic ze sobą zrobić, tylko płacze i obwinia świat...po kilku latach w końcu święty by nie wytrzymał...On zaś - wciąż z Tobą jest...Więc - ja bym obstawiał, że chyba jednak Cię kocha...Ale - oby to nie był ostatni dzwonek na uratowanie Was. Bo...on też tego długo nie wytrzyma...Facet Ci to mówi... 10 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-12 19:46:22 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie... Tango dla dwojga napisał/a:Lusiu,ja po 15 latach znajomości i 8 małżeństwa dopiero zrozumiałem, że kocham swoją żonę. Dobre, prawda?Ale...chcę napisać Ci, byś nie traciła wiary, bo skoro nam się udało (a w międzyczasie Ona też kogoś sobie znalazła i mimo wszystko udało się chyba - piszę chyba, bo wciąż to odbudowujemy) to - jeśli tylko oboje będziecie tego chcieli, to na pewno dacie radę...I...naprawdę polecam boisz się w cztery oczy, spróbuj najpierw przez...Skype'a. Tak, wiem jak to brzmi - jeszcze bardziej pokręcone, ale w Skypie możesz nawet wyłączyć obraz i tylko uwierz mi - potrzebujesz takiej rozmowy. Już nawet nie tylko dla ratowania związku, ale i siebie (może nawet przede wszystkim dla siebie) Jeśli czujesz, że wpadasz w depresję, że obniżasz swoją samoocenę, a nie masz z kim pogadać, to naprawdę profesjonalista Ci pomoże(i...wybierz jakąś babkę na początek - w sieci sporo się ogłasza poradni on-line, kobieta lepiej zrozumie kobietę)***Wracając zaś do samego związku. Widzisz, piszesz że wszystko było za wcześnie, że obecnie już to coś nie istnieje, że on Cię uderzył, że praktycznie nic już Was nie mnie osobiście - jeśli facet uderzył kobietę (czy kogokolwiek w ogóle słabszego od siebie) to byłby na zawsze skreślony, ale...wiem, że nie ma czegoś takiego jak sytuacja bez wyjścia (bo może być nim np. rozwód przecież) ale też uważam, że powinniście najpierw chociaż spróbować (zwłaszcza, że on chce)Widzisz, wydaje mi się, że opisałaś raczej objawy niż przyczyny. Piszesz jak jest, ale nie piszesz jak do tego doszło. No bo przecież skoro macie tyle lat i 5 lat stażu, to chyba nie pobraliście się tylko dlatego, że w łóżku było Wam fajnie? Chyba było coś więcej, prawda? Więc zacznij może od zadania sobie pytań - co Was kiedyś łączyło / skłoniło do wzięcia ślubu oraz kiedy / dlaczego to przestało działać? Co się stało, że to paliwo które Was zaprowadziło na ślubny kobierzec się wypaliło?Druga sprawa - wydaje mi się, że jednak fatalnie na Was wpływa to, że jesteście ze sobą razem nie tylko w domu, ale i w pracy. 24/7. Ok, to jest fajne jak się ma 15 lat i myśli się cały czas o cyckach tej z ławki obok (wtedy wydaje się, że można z Nią być non-stop...i wybacz dosadność), ale w dorosłym życiu - zwłaszcza że nie macie dzieci, to jednak potrzeba czasem od siebie odpocząć. I...jest jeszcze jedna rzecz: nie bierz tego personalnie do siebie, ale...wina nigdy (!) nie leży tylko po jednej stronie. Nie, nie będę bronił faceta, który podniósł rękę na kobietę, ale spójrz może na całą sytuację jego był z Tobą, kiedy przeżywałaś załamanie nerwowe, dba (przynajmniej dbał) o Ciebie najlepiej chyba jak potrafił, skoro i chciał iść do psychologa i Cię nie zostawił i nie zdradza, mimo że jak piszesz między Wami już nic nie ma...a on wciąż z Tobą jest...Ok, ostatnio zaczęły mu puszczać nerwy, ale pomyśl - sama piszesz, że nic ze sobą nie robisz, że użalasz się nad sobą, nie podejmujesz żadnych działań, by coś naprawić już nie tylko między Wami, ale też by samemu poczuć się lepiej (a bez poprawy własnej samooceny - a z tego co czytam, Twoja jest bardzo, bardzo niska) nie sądzę, by było Wam łatwo coś odbudować...A na koniec - brutalnie, ale może potrzebujesz potrząśnięcia, by wziąć się w garść i w końcu coś zrobić ze sobą: Młody, przedsiębiorczy (własna firma) facet wziął ślub z młodą, śliczną dziewczyną, miał z Nią mnóstwo planów, a tu...Ona się tylko nad sobą użala, jaka to nieszczęśliwa, nie potrafi nic ze sobą zrobić, tylko płacze i obwinia świat...po kilku latach w końcu święty by nie wytrzymał...On zaś - wciąż z Tobą jest...Więc - ja bym obstawiał, że chyba jednak Cię kocha...Ale - oby to nie był ostatni dzwonek na uratowanie Was. Bo...on też tego długo nie wytrzyma...Facet Ci to mówi...Tango dla dwojga,Opisałeś większość rzeczy tak, jakbyś mnie znał przez większość życia, i w większości masz rację. Zastanawiałam się dziś na Twoimi pytaniami, dotyczącymi mojego związku. Ja nie twierdzę, że nasze małżeństwo rozpadło sie tylko z winy męża, ja wiem ze to nasza wspólna wina. Brak starania się dla drugiej osoby, zabiegania o nią, imponowania sobie nawzajem i jakichkolwiek ambicji aby wszystko było w jak najlepszym porządku. No i przebywanie przez cały czas razem;/ Tylko zę jak rozmawiałam z mężem o tym, to on nigdy nie wie co ma zrobić, jak mnie zaskoczyć , nie wie co lubię. Kiedyś jakoś wiedział, kupował kwiaty, zabierał gdzies, a teraz .... wiem, wiem jak można zabrać gdzieś kogos kto o siebie nie dba...pewnie wstyd mu się ze mną ja nie byłam taka od zawsze. Byłam wesołą osobą pełną życia, zakochaną i nie widząca świata poza nim. A teraz nienawidzę się za to jaka jestem, za to ze nie skończyłam studiów, za to że mam jakąś blokadę i boję się jeździć samochodem, za to że nie potrafię załatwić najprostszych spaw, za to że byłam taka głupia ze tak poświęciłam wszystko dla faceta, który teraz ma mnie za głupią ku***wę. Nie potrafie tego zrozumieć i nigdy mu tego nie zapomnę!Wszystko stopniowo sie wypalało... tak jak pisałam praca razem non stop razem, w domu razem, ale nie mam gdzie i z kim gdzieś wychodzić bez niego no chyba że z psem, ale to przecież pół godziny. Nawet nie ma czasu za soba zatęsknić...W ubiegłym roku bylismy razem na wakacjach za granicą i co ... nic przez dwa tygodnie do niczego nie doszło, ani razu nie poszliśmy ze sobą do łóżka. Jesteśmy razem ale i tak osobno. Nie wiem już nie ma jakiejkolwiek iskry żeby rozpalić coś na dzieje się w czterech ścianach, bo dla obcych i jakiejś rodziny to wszystko jest pięknie przedstawiane i wszystko jest udawane i w jak najlepszym porządku, bo w sumie jeszcze by mi tego brakowało żeby teściowa zaczęła sie wtrącać. Bo pod tym względem na szczęście mieszkamy sami. To prawda, że moj mąż był ze mną kiedy było ze mną bardzo źle. Ale czy teraz mam mu byc za to dozgonnie wdzięczna i pozwalac na takie traktowanie. On psa lepiej traktuje i nie krzyczy na niego tak jak na mnie. Nie wiem co będzie dalej, powiedziałam mu że jeżeli chce to dam mu rozwód i nie będę robic problemów, podzielimy sie tym co mamy, bo na wszystko wspolnie zapracowaliśmy i firmę tworzyliśmy razem, a nie tylko on. Przecież nie musi się ze mną męczyć !Jeżeli chodzi o Twoje potrząśnięcie mną to ok masz rację. Powinnam wziąć się za siebie, ale nie mam siły, pewnie to brzmi bardzo banalnie i powiesz narzekam, itd. Ale naprawdę nie mam nikogo kto by mnie zmotywował, dopingował, wspierał i pochwalił za jakieś efekty. Szukałam dziś psychologa ale nic z tego nie wyszło tylu ich jest, nie wiem do kogo iść, co mam powiedzieć ... nie umiem sama podjąć decyzji. 11 Odpowiedź przez Igriana 2013-07-12 20:51:58 Igriana Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-30 Posty: 78 Odp: Kryzys w małżeństwie... Cóż, powiem tak: nie wyobrażam sobie być w związku z kimś, kto podnosi na mnie rękę i wyzywa od głupich k...w. Coś takiego jest dla mnie stanowczym przekroczeniem granic i całkowitym końcem związku. Wydaje mi się niepojęte, żeby po czymś takim potrafić jeszcze kiedykolwiek przytulić się do takiego partnera i wierzyć w słodkie słowa z jego ust. A co powiedział Twój mąż, kiedy powiedziałaś, że jesteś gotowa na rozwód?Wydaje mi się, że za długo zwlekaliście z walką o związek, a teraz wydarzyło się zbyt wiele złych rzeczy w tym związku, żeby go naprawiać. Nie wiem, może nie pasujecie do siebie albo w jakiś sposób źle na siebie działacie... W dobrym związku kobieta nie powinna się tak poświęcać, jak Ty dla niego, i jeszcze ta Twoja długotrwała depresja i brak konkretnej reakcji ze strony męża, zamiast wsparcia i pomocy... W dobrym związku ludzie powinni działać na siebie pozytywnie, a nie tak, jak tutaj się na spokojnie nad swoim małżeństwem ; )Co do psychologa, to może poczytaj o nich opinie w necie. Nie zwlekaj z wizytą, zapisz się, a jak na pierwszej wizycie coś Ci nie będzie odpowiadać, to zapisz się do następnego ; ) Psychologowie są różni, trzeba trafić na "swojego".Powodzenia. 12 Odpowiedź przez Tango dla dwojga 2013-07-13 02:41:27 Tango dla dwojga Net-facet Nieaktywny Zawód: wolny Zarejestrowany: 2013-07-10 Posty: 21 Wiek: 36 Odp: Kryzys w małżeństwie... Lusiu,wysłałem Ci na PW kontakt do psychologa online z której sam korzystam (bo też walczę o swój związek wciąż)Wysyłam Ci go, bo jak sama napisałaś - sama nie potrafisz podjąć decyzji, więc ktoś musi podjąć ją za - masz tam iść, ok? To nie jest prośba, a polecenie, jasne?Jasne?Druga sprawa - Igriana napisała: (...)Wydaje mi się, że za długo zwlekaliście z walką o związek, a teraz wydarzyło się zbyt wiele złych rzeczy w tym związku, żeby go naprawiać. (...)W swojej wypowiedzi ma sporo racji, ale...ja jestem przykładem że nawet po latach zaniedbań, gdy tylko obie strony chcą, to da się sporo wszystkim - z tego co widzę, sami nie dacie rady. Ty z kolei nie jesteś w stanie (jak sama piszesz) podjąć jakiejkolwiek kolei mąż też stał się pasywny ostatnio tak? I puszczają mu nerwy...Więc - moja propozycja jest taka: - po pierwsze usiądźcie razem i wspólnie napiszcie sobie na kartce co chcecie zrobić by uratować Wasze małżeństwoPodpowiem punkt pierwszy: najpierw każde z Was niech się zastanowi, ale tak na 100% czy chce się jeszcze raz poświęcić by Was oboje odpowiecie sobie na to pytanie TAK, wówczas idziecie do stwierdzicie - że już nie chcecie, albo jedno z Was tak stwierdzi, to...Ty i tak musisz iść do może od tego on-line, bo ewidentnie, ale to ewidentnie masz problem. I to problem który siedzi w Twojej uwierz mi - nie ma czegoś takiego jak brzydka kobieta. W przyrodzie występują tylko:a) kobiety zaniedbane b) kobiety atrakcyjne, ale w to nie wierząceTy jesteś ewidentnie tym drugim że ja też nie mam prawa jazdy? Że studiowałem 4 kierunki (w tym 2 zagranicą) i...żadnego nie skończyłem? A mimo to - nigdy bym o sobie nie powiedział, że (parafrazując Twoje słowa) jestem głupim ch....Bo - wierzę w siebie. Tej wiary Tobie zaś ewidentnie brakuje. I tylko tej wiary, bo jak Ją odzyskasz (a niestety, nie jesteś tego w stanie zrobić sama) to cała reszta pójdzie już z górki. Jestem pewien. Bo wtedy zrobisz sobie super makijaż, kupisz nową kieckę i bieliznę, a wyglądając tak szałowo i emanując pewnością siebie na milion procent zaciągniesz męża do łóżka...A, przy cały szacunku, wiele jego frustracji może się brać też z braku seksu: jest takie świetne powiedzenie - kobiety dają seks za miłość, faceci miłość za wiem, uwierz mi, jako facet wiem co mówię Więc - zrób pierwszy krok: rozmowa i lista, a potem zrób to do jasnej Przepraszam że Ci rozkazuję - ale potrzebujesz ewidentnie kogoś, kto Cię po prostu popchnie do naprawdę wszystko jeszcze możecie uratować... 13 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-13 23:36:20 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie... Zgadzam sie z Tobą Igriana, że da daleko to wszystko zaszło, za dużo padło słów, czynów, przykrych sytuacji. I cały czas sie zastanawiam cy to w ogóle da sie cokolwiek posklejać. Ja cały czas mam wielki żal do siebie ze byłam taka głupia że tyle dla faceta poświęciłam. Teraz wiem że nie warto było. Tak jak mam również żal do męża że właśnie konkretnie nie pomógł mi w najgorszych dla mnie chwilach, gdzie nie byłam sobą i nie myślałam racjonalnie. Gdyby (nie daj Boże, bo nikomu nie życzę takiego stanu) jemu się to stało to na siłę bym go zaprowadziła do lekarza albo załatwiłabym wizytę prywatną do domu. Ale on pozostawił mnie samą sobie z tymi negatywnymi emocjami. Tango dla dwojga,Twoje rady dotyczące szczerej rozmowy, napisania co chcemy zmienić to wszystko ma sens, ale jeżeli para ze soba rozmawia, a my w tym momencie nawet ze soba nie rozmawiamy... (no tylko "służbowo"), więc nie ma szans narazie na taki krok. Może za tydzień, dwa... nie wiem. Na jutro zapisałam się do fryzjera... zobaczymy co bedzie, jest to dla mnie kolejna bardzo, bardzo stresująca sytuacja, ponieważ mam chorobę skóry i żeby pójść do fryzjera muszę kilka miesięcy przygotowywać skórę do takiego stanu żeby nie było nic widać I to jest kolejna rzecz która mnie dołuje i przytłacza. Idę tam tylko dla siebie żebym mogła lepiej funkcjonować..Z tym prawem jazdy to nie tak, ja je mam tylko nie mam odwagi jeździć, brak pewności i wiary w siebie, strach i ta obawa o wszystko mnie paraliżuje i wole nie jechać. Po prostu nie mam nikogo kto by mnie zmotywował do czegoś, powiedział działaj dasz rade, albo nawet pochwalił jak się coś uda. Tylko cały czas w głowie mam ze jesteś nikim, nie uda się, nie ma po co się starać bo i tak wszystko pójdzie na dzięki, że jesteś i że mogę z Tobą porozmawiać(A tak na marginesie tango to piękny taniec, bardzo zmysłowy, może zapiszcie się z żoną... bo chyba szukasz pomysłu na randkę...) 14 Odpowiedź przez lusia802 2013-07-15 21:25:16 lusia802 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-11 Posty: 7 Odp: Kryzys w małżeństwie...A tak w ogóle to co mi takiego powie ten psycholog, przecież nie powie mi jak mam żyć i rozwiązać swoje problemy...więc jaki jest sens ? 15 Odpowiedź przez mon9 2013-07-16 14:12:47 mon9 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-23 Posty: 79 Odp: Kryzys w małżeństwie...Droga lusia802 ja dość szybko wyszłam z depresji, ale bez najmniejszej pomocy innych ludzi. Moja rodzina jest znerwicowana, nie potrafimy rozmawiać, zawsze byłam tą gorszą osobą, bo wszystko mi się udawało. Znajomi i przyjaciele po próbie samobojczej mieli do mnie dystans i traktowali jak wariatkę. A facet, którego wtedy miałam był chyba jeszcze mentalnie dzieckiem, uciekł i jeszcze naokoło rozpowiadał o moich problemach, byłam gwiazdą na uczelni i każdy dowiedział się o moich problemach ;/ nie widzialam w tym wszystkim sensu, studiowanie medycyny mnie nie kręciło. Poznałam mojego obecnego faceta w rodzinnym mieście i zostałam! I powoli wracam do siebie, ja znalazłam pasję na siłowni i staram się realizować wysiłkiem fizycznym Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zgodne małżeństwo to nie kwestia przypadku czy szczęścia. Udane związki powstają, gdy małżonkowie kochają się i wspierają. Umiejętność budowania długotrwałych, dobrych relacji z partnerem posiada każdy z nas. Nie każdy tylko potrafi wyrazić swoje uczucia, zdefiniować pragnienia czy określić swoją rolę w codziennym życiu. Niedopowiedzenia, chowane pretensje czy urazy mogą prowadzić do zaburzenia wzajemnych relacji, a w ostateczności nawet do rozstania. O kryzysie w związku oraz o tym, jak sobie z nim radzić mówi Joanna Krysiak, psychoterapeutka z Gabinetu Terapeutycznego - porady dla rodzin, par, zaczyna się kryzys? - Każde małżeństwo przechodzi w trakcie swojego trwania pewne etapy. Pomiędzy tymi etapami pojawiają sie kryzysy - mówi Joanna Krysiak, psychoterapeutka. - Każde przejście do kolejnego etapu ich związku jest dla małżonków wyzwaniem. Jednak nie można traktować kryzysu jako coś złego. Takie załamanie pojawia się, aby związek ewaluował, żeby był coraz lepszy, głębszy, satysfakcjonujący i aby rozwijał rodzinę. Można zaryzykować twierdzenie, że bez kryzysów ludzie by się nie rozwijali. Etapy w związku1. Narzeczeństwo/ Młode małżeństwo - Wspólne mieszkanie, nie ważne przed czy po ślubie - mówi Joanna Krysiak. - to czas na poznanie partnera, ale także na poznanie swoich rodzin. To etap starcia dwóch rodzin, ich wartości, przyzwyczajeń, tradycji. Młodzi muszą odnaleźć się i uszanować rodzinę swojego małżonka, zaakceptować panujące w niej zasady. Odmienność zasad, wartości i ról może i powinna wywołać pierwszy kryzys. Małżonkowie aby z sukcesem przejść do kolejnego etapu powinni wypracować system wartości, który będzie panował w zakładanej przez nich rodzinie. W tym celu każdy z nich musi odrzucić 50% tego co wyniósł z rodziny pochodzenia. To nie łatwe. Czasem walczą aż do końca. 2. Pierwsze dzieckoKiedy małżonkowie podzielili się już rolami w związku, ustalili panujące w nim zasady to pojawienie się dziecka wywraca wszystko do góry nogami. Trzeba na nowo podzielić role w małżeństwie, zaakceptować zmianę trybu życia, zrezygnować z części dotychczasowej wolności. - Związek musi na nowo ustalić hierarchię ważności i priorytety - mówi terapeutka. - Dzieje się tak aby związek przeszedł do kolejnego etapu silniejszy i umocniony w walce z Na pocieszenie jednak dodam, że drugie dziecko nie powoduje już takiej rewolucji - mówi ze śmiechem Joanna Krysiak. 3. Kolejne etapy wyznacza rozwój pierwszego dziecka: pójście do przedszkola, do szkoły, Dziecko od początku reaguje na to co dzieje się z rodzicami. Kocha ich, jest w stanie poświęcić dla ich szczęścia bardzo wiele. Na tym etapie kryzys w związku ujawnia się poprzez dziecko - mówi terapeutka. - Problemy dziecka z oddalaniem się od rodziny, zdobywaniem świata, lęk przed rozstaniem z rodzicami, a potem rozpoczęciem samodzielnego życia mogą być tak naprawdę przejawem lęku trudny jest okres dojrzewania kiedy znowu trzeba wszystko na nowo poukładać - wyjaśnia Joanna Krysiak. - Nastolatek potrzebuje wyznaczenia granic swojej wolności i niezależności, co powoduje, że rodzice muszą na nowo rozdzielić role w rodzinie. 4. Samodzielne życieNastępny kryzys może nastąpić w momencie, gdy dziecko zaczyna szykować się do samodzielnego życia. Małżonkowie, boją się, o swoje dziecko, ale też o to co stanie się z nimi. Przez lata wychowywania dzieci być może oddalili się od siebie i trzeba będzie stanąć twarzą w twarz z tym, co jest lub czego już miedzy nimi nie ma. 5. Ostatnie etapy : puste gniazdo (po odejściu wszystkich dzieci z domu), starsze małżeństwo i śmierć. Tu ponownie tworzy się nowy podział ról i wartości. Często rodzice stają się dziadkami. Przechodzą na emeryturę. Ale nie tylko to. Puste gniazdo mogłoby być dla małżonków szansą na ponowne zakochanie, drugą młodość. Na rozwijanie siebie i spełnianie Fundamenty silnego związku, gotowego do walki z kryzysami, należy rozpocząć od początku budowania związku. Jeżeli małżonkowie zaakceptują wartości, które wnosi partner, nie będą starali się na siłę go zmieniać i dostosowywać do swoich wyobrażeń, kryzys nie powinien być tak ciężki do przejścia. Gorzej, jeżeli jeden z małżonków chce narzucić swoje wartości i pomysł na życie drugiej osobie. Wówczas, nawet gdy mu się to uda, to "zwycięstwo" jest pozorne. Okazuje się, że na barkach "zwycięzcy" spoczywa odpowiedzialność za związek. Ta osoba, która przeforsowała wprowadzenie swoich wartości czy zasad jako priorytetowych, musi teraz pilnować ich przestrzegania i strzec swego "zwycięstwa"Najczęstszym zachowaniem "przegranego" współmałżonka jest wycofanie się. Jednoczenie zaczynają się zarzuty ze strony "zwycięskiego" partnera że druga osoba jest nieodpowiedzialna, że jej nie zależy, że nie stara się, nie walczy o związek. I paradoksalnie, to "zwycięzcy" częściej przychodzą do terapeuty. - Częstszym inicjatorem wizyty u terapeuty są kobiety - mówi Joanna Krysiak. - To my, kobiety częściej przejmujemy rolę "bycia bardziej w porządku". Wydaje nam się, że wartości wyniesione przez nas z rodziny są lepsze. Mamy wizję jaki powinien być mąż, małżeństwo, rodzina, wychowanie dzieci. To, czego brak w tym obrazie to wizja kobiety- jej tożsamości, potrzeb, pragnień, siły. W konsekwencji kobieta bierze na siebie odpowiedzialność za związek i ponosi tego konsekwencje. Najłatwiej to wyobrazić sobie w ten sposób: jeżeli kobieta bierze na siebie 90% odpowiedzialności za dom i rodzinę, to mężczyźnie pozostaje 10%. Trudno wtedy mężczyźnie zadowolić kobietę, bo nie ma jak się wykazać. I niestety, to kobiety przegrywają: częściej są zestresowane, rozgoryczone, zawiedzione czy opuszczane. Cały czas dają coś z siebie i nie dają okazji, aby pozwolić partnerowi dać coś od siebie. Należy jednak pamiętać, że sytuacja kryzysowa nie jest winą tylko jednego z małżonków. - Odpowiedzialność za nierównowagę w związku zawsze spada na dwie strony - mówi terapeutka. Nigdy też nie jest za późno, póki związek trwa, na przejście zaległych kryzysów i stworzenie satysfakcjonującego i szczęśliwego Do kryzysu dochodzi, gdy jedna ze stron nie wyraziła jasno, jak widzi związek i swoją w nim rolę. Często wystarczy rozmowa, aby okazało się, że tak naprawdę małżonkowie mają wiele wspólnych wartości, tylko nie potrafili ich w jasny sposób sformułować. - Najważniejsze jest, aby zmierzyć się z kryzysem - radzi Joanna Krysiak - wzajemne oskarżanie się, czy udawanie, że kryzysu nie ma to krok w tył. Małżonkowie zamiast pogłębiać związek oddalają się od siebie lub zaczynają ze sobą walczyć. Niejednokrotnie kryzys odbija się na dzieciach. I często dzięki nim rodzina trafia do terapeuty. - Nie rzadko są to zaburzenia somatyczne, lub problemy z zachowaniem - mówi terapeutka. - Dzieci z miłości do swoich rodziców i ze strachu o nich chorują, aby dorośli skupili na nich swoją uwagę i zapomnieli o kłopotach, lub się do siebie zbliżyli w słusznej sprawie. Również dorośli miewają różne objawy somatyczne: przewlekłe bóle głowy, kłopoty ze snem czy nawet z sercem. Niejednokrotnie opieka nad chorą osoba zbliża małżonków do siebie, ale nie rozwiązuje problemów, które wywołały chorobę. - Ludzie przychodzą do terapeuty, kiedy jedno z małżonków, czasem oboje, widzi jakiś problem - opowiada Joanna Krysiak. - Często dzieje się to w momencie, kiedy partner chce odejść a druga osoba koniecznie chce go zatrzymać. Najczęściej do takich skrajnych sytuacji dochodzi w związkach, gdzie zostały przeforsowane wartości jednego z małżonków. Druga osoba nie mogąc "przebić się" w małżeństwie oddala się. Niejednokrotnie dochodzi do Dlatego gośćmi terapeutów są właśnie "zwycięzcy" - wyjaśnia terapeutka. - To oni okazują się największymi przegranymi. Terapia- Terapia nie spowoduje, że partner stanie się taki, jakim chcielibyśmy, żeby się stał - mówi Joanna Krysiak. - Terapeuta tylko pomaga dojrzeć pewne rzeczy, a małżeństwo musi samo znaleźć najlepsze dla nich rozwiązania. Jeżeli kobieta chce namówić mężczyznę na pójście do terapeuty, a mężczyzna wierzy, że nie chodzi o dopasowanie go do jakiegoś szablonu czy wyobrażenia, tylko o poprawę stosunków między nimi, to pójdzie. Jeżeli mężczyzna nie widzi już potrzeby naprawy związku to nie Najlepszą rada jakiej mogę udzielić partnerom? - zastanawia się Joanna Krysiak. - Nie róbmy wszystkiego na 100%, pozwólmy sobie na niedoskonałość. I najważniejsze - szczególnie dla kobiet - nie dawajmy z siebie wszystkiego, zostawmy coś dla siebie. To taka inwestycja we własne szczęcie. I nie oczekujmy, że partner spełni nasze marzenia. ZapobieganieNie należy dawać więcej niż druga osoba jest w stanie przyjąć i oddać. Jeżeli daje sie za dużo, to druga osoba , nie mogąc się odwzajemnić zaczyna się oddalać. Czuje się Nasze role w małżeństwie zależą od nas. Nigdy nie jest tak, że kryzys powoduje tylko jedna osoba, a druga jest bez winy. Pamiętajmy, że za związek odpowiedzialne są dwie osoby . Rozmawiała: Magdalena Oleszko - WłostowskaKilka porad dla dobrego związku:1. Kłóćcie się, nie obrażając siebie nawzajem. Nie tłumcie negatywnych emocji. Nie wyzywajcie się. 2. Nie badzie uparci. Nauczcie się wyciągać rękę na zgodę. 3. Obdarowujcie sie. Bez okazji. Byle nie za często - to ma być przyjemność, nie obowiązek. rytuałów. To może być czynność, której wspólne wykonywanie sprawia Wam radość. Lubicie spędzać wspólnie czas przy stole? Jedzcie razem kolację. 5. Rozwijajcie zainteresowania, nie rezygnujcie z hobby. Znajdźcie czas tylko dla siebie. Witam, jak Pani widzi próby z Pani strony, aby pokonać kryzys w małżeństwie nie wiele pomagają. Najwyższa pora, aby zwrócić się o pomoc z zewnątrz. Mąż nie radzi sobie z emocjami, reaguje niedojrzale, obraża się, nie chce skonfrontować się z problemem. Dobrze byłoby, gdyby otwarcie powiedział co mu w relacji nie pasuje, co jest dla niego problemem. Często łatwiej zrobić to przed terapeutą, który jest osobą z zewnątrz, niż przed małżonkiem. Zachęcam gorąco do skorzystania z pomocy terapeuty par/małżeństw. To duża szansa na rozwiązanie małżeńskich kłopotów, także związanych z oddalaniem się od siebie i utratą więzi. Życzę powodzenia i pozdrawiam.

kryzys w małżeństwie po 30 latach